Czy to jeszcze gravel? Czy krótka recenzja roweru Trek CheckOut SL5
No i jest! Kolejny wpis o tematyce rowerowej na blogu! Tym razem coś z zupełnie innej beczki: karbonowy gravel z przednim i tylnym zawieszeniem. Przed Państwem Trek CheckOut SL5, czyli najbardziej kontrowersyjna premiera roku 2025.
Ewolucja graveli od zawsze wzbudza duże emocje
Pamiętam pierwsze konstrukcje typu gravel, które pojawiły się na rynku. I te tasiemcowe wątki w mediach społecznościowych oraz na forach internetowych: że to się nie przyjmie, że to profanacja, żeby dawać terenowe opony do roweru z barankiem. Kto to widział? Komu to potrzebne? Kto będzie na tym jeździł? Chyba tylko jacyś szaleńcy! Pomysł wydawał się totalnie bez sensu, a „gravelowców” najchętniej wsadzano by za kratki, bo przecież wiadomo było, że tylko „szosa” się liczy. I tylko prawdziwy szosowiec zasługiwał na szacunek na drodze. Tak to wyglądało jeszcze całkiem niedawno.
Minęło kilka lat i… okazało się, że gravel nie tylko zadomowił się na rynku, ale wręcz stanowi fundament sprzedaży wielu firm. Zdobył serca rowerzystów, którzy szukali czegoś mniej radykalnego niż rower szosowy, a tradycyjny trekking wydawał im się zbyt „dziadkowy”. Komfortowa pozycja, szerokie opony, kierownica typu baranek – to jest współczesny przepis na uniwersalny rower do miasta, na leśne ścieżki oraz na krótsze i dalsze wyprawy. Gravele kupują ludzie, którzy na co dzień „latają” na szosie i chcą od czasu do czasu skręcić do lasu, ale kupują je również osoby totalnie niezorientowane w świecie rowerowym, szukające po prostu fajnego roweru do codziennej jazdy.
Tutaj mała dygresja ode mnie – osoby, która od 16. roku życia jeździ niemal wyłącznie na rowerze szosowym. Zawsze wszystkim śmiało mówiłem, że kierownica typu baranek to „rozum i godność człowieka”. W czasach, gdy szosa była traktowana jako wynalazek dla wybranych, toczyłem batalie słowne (czasem bardzo ostre), przekonując oponentów do uznania wyższości zagiętej kierownicy nad prostą. I co? Mamy rok 2026 i moje słowa okazały się prorocze. Ci, którzy kiedyś się ze mną spierali, sami teraz śmigają na gravelach. 🙂
Wracając do tematu: doszło nawet do tego, że znanym markom nie wypada mieć tylko jednego gravela w ofercie. Pojawiła się dywersyfikacja na modele szybkie, idące w stronę przełajówek, oraz na te uniwersalne i wygodne, często wyposażone w amortyzację.
I po tym przydługim wstępie dochodzimy do roku 2025, kiedy to Trek prezentuje model CheckOut – gravela z zawieszeniem z przodu i z tyłu, z prześwitem na szerokie opony i dropperem w sztycy. I znowu dyskusja w Internecie rozgorzała. Czy historia właśnie zatoczyła koło i Trek „wynalazł” na nowo rower MTB? Czy to jest jeszcze w ogóle gravel?




Ile jest gravela w gravelu?
No właśnie. Żeby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba zastanowić się „na spokojnie”. Odłożyć emocje i na chłodno spojrzeć na specyfikację. Najważniejsza w rowerze jest rama. Za materiał do jej wykonania posłużył podstawowy karbon OCLV 500, oznaczony przez Treka jako „SL5”. Osobiście zdziwiłbym się, gdyby producent zdecydował się na odchudzoną konstrukcję z włókna węglowego wyższej serii – ucinanie każdego grama wagi nie jest tutaj priorytetem. Należy jednak docenić, że postawiono na coś ciekawszego niż aluminium.
Osprzęt? Shimano GRX, czyli znana i lubiana grupa w świecie graveli. Za to łańcuch i kaseta z grupy XT zdradzają odchylenie w kierunku jazdy w cięższym terenie. Koła to aluminiowy model sygnowany logo Bontragera.
Warto wspomnieć o kierownicy, która ma nietypowy kształt: mocno pochylone klamkomanetki i dużą flarę. Na pierwszy rzut oka wydaje się to strzałem w dziesiątkę, ale zobaczymy, jak spisze się podczas dłuższego wypadu. Dropper obsługiwany lewą klamkomanetką to dla mnie nowość, ale fajnie, że jest. Największy „ficzer” to oczywiście amortyzowana sztyca i amortyzowany tylny trójkąt. Nie jestem ekspertem w temacie tych konkretnych komponentów, więc nie będę się wymądrzał – ocenię w trakcie jazdy, czy bardziej pomagają, czy przeszkadzają. Na koniec słowo o oponach: 55 mm szerokości to naprawdę dużo. Kawał gumy z terenowym bieżnikiem na pewno świetnie poradzi sobie w terenie. Tutaj jestem bardzo ciekawy jego właściwości szosowych i zachowania przy wyższych prędkościach.
Trek CheckOut sprawia wrażenie roweru skomplikowanego. W „normalnym” gravelu mamy prosty, karbonowy widelec. Tutaj cała konstrukcja jest o wiele bardziej złożona – podobnie z tyłu. Dużo zawiasów, mocowań i dodatkowych elementów zwiększa stopień skomplikowania i wprowadza sporo „optycznego zamieszania”.

Ale dosyć tego ględzenia – robię „check out” z domu i zabieram CheckOuta na wycieczkę!
Do przejechania mam trasę w okolicach Łodzi o długości około 50 km. Jest bardzo zróżnicowana. Zaczynamy wjazdem do Lasu Łagiewnickiego, a dalej trasa wiedzie w kierunku Parku Krajobrazowego Wzniesień Łódzkich. Asfaltowe odcinki przeplatają się z drogami polnymi – czasem mocno piaszczystymi, czasem wysypanymi kamieniami. Do tego dochodzi sporo przewyższeń (jak na łódzkie warunki). Jednym słowem: idealny poligon doświadczalny, który odpowie na pytanie, gdzie Trek CheckOut czuje się najlepiej.
To nie była miłość od pierwszego kilometra
Oj, zdecydowanie nie. Żeby zrozumieć dlaczego, trzeba wziąć pod uwagę, że na co dzień jeżdżę na Specu Tarmacu SL8 i NS Rag+ 1. Jestem przyzwyczajony do sportowej pozycji za kierownicą i po Treku spodziewałem się podobnej. Mocno się pomyliłem. Pozycja jest bardziej wyprostowana, a nogi układają się inaczej, bardziej w stylu MTB. Trzymając kierownicę w dolnym chwycie, czułem się tak, jakbym w swoich rowerach trzymał ją w górnym. Do tego te „balony” – opony o szerokości 55 mm dają poczucie prowadzenia czołgu, a nie zwinnego roweru.
Na początku czułem się dziwnie i nienaturalnie. Brakowało mi zwinności i responsywności szybkiego gravela – tego dynamicznego odejścia po mocniejszym zakręceniu korbą. Czułem się raczej jak kierowca ciężarówki, a nie sportowego Porsche.




Dalej było już tylko lepiej
Zacząłem sobie przestawiać w głowie, że może jest na odwrót: to nie jest gravel w stylu MTB, ale MTB, które dostało rozwiązania z gravela. Wtedy zacząłem lepiej rozumieć ten rower. Zwłaszcza gdy wjechałem na odcinek z „kocimi łbami”. Na moim NS-ie muszę tam mocno trzymać kierownicę i spinać całe ciało, żeby utrzymać maszynę w ryzach. Na Treku po prostu jechałem prosto i niemal nic nie czułem. 60 mm skoku zawieszenia z przodu, 55 mm z tyłu plus te opony zrobiły swoje. Czułem się, jakbym podróżował najnowszym Lexusem z pneumatycznym zawieszeniem i aktywnym wyciszeniem wnętrza. Bajka!
Wystające korzenie drzew? Piaszczyste drogi? Proszę bardzo! Trek CheckOut zdaje się mówić: „potrzymaj mi piwo i patrz teraz!”. Niewzruszenie prze do przodu niczym radziecka łódź podwodna. Jest niesamowicie stabilny i przewidywalny. Za to jazda asfaltem faktycznie daje w kość. Zawieszenie i opony, które w lesie są zbawieniem, na gładkiej nawierzchni stają się obciążeniem. Pozostaje to specyficzne uczucie prowadzenia „czołgu”. Na szczęście podczas podjazdów bardzo pomaga „górskie” zestopniowanie napędu.
Czyli jednak więcej MTB niż gravela?
Moim zdaniem – tak to właśnie wygląda. Osobiście nie zamieniłbym swojego RAG-a na CheckOuta. Mieszkam niedaleko Łodzi, nie interesuje mnie bikepacking, więc moje serce, biorąc pod uwagę ofertę Treka, bije mocniej w stronę modelu Checkpoint, a nawet CheckMate. Bardziej pasuje mi gravel bez zawieszenia, o sportowym usposobieniu, gdzie opony w rozmiarze 40–45 mm w zupełności wystarczają. CheckOut jest dla mnie zbyt terenowy.




Trek CheckOut – czy chciałbym go w swoim garażu?
Trudne pytanie. Po pierwszych metrach moja odpowiedź brzmiała: „zdecydowanie nie”. Ale po testach w zróżnicowanym terenie zacząłem rozumieć, gdzie ten sprzęt sprawdza się świetnie, a gdzie słabiej i w jaką grupę odbiorców celuje.
Ostatecznie moja odpowiedź brzmi: tak, chciałbym CheckOuta, ale jako czwarty rower. Po szosie, sportowym gravelu i elektryku. Jeździłbym na nim pewnie niezbyt często, ale zabierałbym go w cięższy teren, gdzie miałby idealne warunki, by zaprezentować swoje zalety.
Aha, i jeszcze jedno – pod warunkiem, że nie byłby czarny. Mi się czarne rowery po prostu nie podobają. Wyższy model, SL7, ma świetne malowanie, ale z elektroniczną grupą i karbonowymi kołami jego cena rośnie o 10 000 zł. To sporo, biorąc pod uwagę, że SL5 też tanim sprzętem nie jest. W chwili pisania tego artykułu kosztuje 22 500 zł. Za te pieniądze można wybierać do woli, choć trzeba przyznać, że tak unikalnego „wynalazku” jak Trek CheckOut u konkurencji raczej nie znajdziemy.