Grudniowy Wiedeń

Były całkiem niedawno takie czasy, kiedy można było bez przeszkód podróżować. Zwiedzać bliższe i dalsze okolice bez szczepionek, maseczek i całej otoczki związanej z covidową psychozą. Można było np. spędzić Święta Bożego Narodzenia w Wiedniu!

Grudzień jest wyjątkowo nieciekawym miesiącem w Polsce. Krótkie dni, szaro-bura aura i niskie temperatury połączone z brakiem śniegu, pogłębiają depresyjne nastroje. Co prawda w tym czasie w austriackiej stolicy nie jest lepiej, ale za to można napić się grzanego wina na świątecznym jarmarku i pozwiedzać liczne muzea.

Foto-panika.

Przygotowania do wyjazdu (a właściwie wylotu) do Wiednia szły dobrze. Cieszyłem się na myśl o kolejnej fotowyprawie, z której planowałem przywieźć wiele ciekawych zdjęć. Planowałem zabrać ze sobą dwa aparaty: Leicę M240 z przypiętym Summicronem 28 mm do zdjęć architektury i szerszych planów w mieście, a także Leicę M8 z podpiętym Summicronem 50 mm – do zbliżeń. Leica M8 ma matrycę APSH, więc z 50-tki zrobiłaby się praktycznie 75-tka, a to już jest ogniskowa charakterystyczna dla portretówek i teleobiektywów.

Lecz kilka tygodni przed wyjazdem miał miejsce wypadek, który pokrzyżował moje plany. Leica M240 podczas jednej z sesji uległa uszkodzeniu i pojechała do serwisu w Wezlar. Została mi sama M8-ka, która była o tyle kłopotliwa w użytkowaniu, że miała problem z zasilaniem. Oryginalna bateria, z którą nabyłem aparat była w stanie agonalnym. Ładowała się w 5 minut i pozwalała na zrobienie dokładnie 32 zdjęć!

Do wylotu zostało niewiele czasu, także nie mając wyboru, zabrałem M8 z dwoma obiektywami do torby foto i musiało mi to wystarczyć. Pogodziłem się z myślą, że mając do dyspozycji aparat z niesprawnym akumulatorem, nie uda mi się zbyt dużo „uwalczyć”.

Na miejscu.

Wychodząc z hotelu miałem przy sobie Leicę M8 z przypiętym obiektywem 28 mm i świadomość, że mam tylko 32 strzały. Na początku było to dla mnie – człowieka wychowanego na cyfrze, bardzo stresujące. Ale po powrocie do Polski i zgraniu zdjęć okazało się, że niepotrzebnie się martwiłem.

Byłem wręcz zachwycony! Świadomość wykonania niewielu zdjęć wymusiła na mnie zupełnie inny styl fotografowania. Musiałem starannie komponować kadr, myśleć nad parametrami, szukać tylko dobrych ujęć. Nie było miejsca na złe decyzje.

W rezultacie mam z tego wyjazdu ok. 150 zdjęć, z czego tylko kilka odrzuciłem podczas selekcji w Lightroom’ie. Coś wspaniałego! Wyjazd, który miał być fotograficznym koszmarem okazał się przełomowy. Mało zdjęć na syku, za to prawie wszystkie dobre!

Jak spisała się Leica M8?

O tym aparacie napisałem już sporo i nie chcę się powtarzać. Jest to zdecydowanie moja ulubiona cyfrowa Leica. Coś pomiędzy analogiem i cyfrą. Jest doskonale zbudowana, ma niesamowity dźwięk migawki i daje ogromną satysfakcję z użytkowania.

W zimowym fotografowaniu na pewno przeszkadza niskie użyteczne ISO. Ale jest to mniejsze ograniczenie, niż się powszechnie sądzi. Wystarczy wykazać się kreatywnością w komponowaniu kadrów i można uzyskać na prawdę bardzo dobre rezultaty. Przynajmniej jeżeli chodzi o krajobraz miejski.

Brak filtra IR dodaje jej charakteru. Przynajmniej patrząc z dzisiejszej perspektywy. To, co kiedyś było wadą i sporym ograniczeniem, dzisiaj pozwala wygenerować niespotykany obrazek. Zwłaszcza z firmowymi obiektywami.

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments