Linz – idealne miasto w Austrii na 3-dniowy wypad

Austria to kraj, który fotografowi daje dokładnie to, czego na krótkim wyjeździe potrzebuje najbardziej: różnorodność, dostępność i przewidywalność. W kilka dni można tu sfotografować alpejskie pejzaże, uporządkowane miasteczka i wielkomiejską ulicę – bez konieczności spędzania godzin w samochodzie czy planowania wyprawy z wojskową precyzją.

Jak nie Wiedeń, to co?

No właśnie. Na blogu jest kilka wpisów poświęconych stolicy Austrii. We Wiedniu byłem wiele razy. Dosyć dobrze znam centrum i większość atrakcji, które czekają na turystów. Dlatego planując kolejną wyprawę do Austrii założenie było jedno: „tylko nie Wiedeń”.

Ze względu na porę roku odpadły miejsca wymagające całodniowych wędrówek na świeżym powietrzu. Koniec grudnia to czas, kiedy wcześnie robi się ciemno, temperatury spadają znacznie poniżej zera i do tego pojawia się ryzyko wystąpienia śniegu i lodu. W puli miast do zwiedzenia pojawiły się w naturalny sposób: Graz, Linz i Salzburg. Salzburg miałem okazję odwiedzić, wiele lat temu. Piękne miejsce, otoczone malowniczymi górami. Pamiętam Hangar 7 – obiekt należący do marki Red Bull i zamek na szczycie skały z pięknym widokiem na okolicę.

Ze względu na dystans od mojego miejsca zamieszkania – ostateczny wybór padł na Linz. Jedno z największych miast w Austrii, ale w praktyce stosunkowo niewielkie, bo zamieszkałe przez niewiele ponad 200.000 osób. Posiadające jednak spory potencjał – wiele ciekawych miejsc do odwiedzenia, nie tylko z aparatem.

Linz – czy warto?

Miałem okazję spędzić tam kilka dni w grudniu. To miasto, które łączy przemysłową przeszłość z tytułem Miasta Sztuki Mediów UNESCO. Z jednej strony barokowe kamienice, z drugiej fasady muzeów rozświetlone LED-ami, a nad wszystkim góruje majestatyczne wzgórze.

Oto subiektywny przewodnik po atrakcjach Linzu:

Ars Electronica Center: Muzeum Przyszłości
Zaczynamy od miejsca, które jest ikoną nowoczesnego Linzu. Ars Electronica Center to nie jest zwykłe muzeum, gdzie ogląda się eksponaty za szybą. To interaktywne centrum poświęcone technologii, sztuce i społeczeństwu, w którym wszystkiego trzeba dotknąć.

W grudniowy, chłodny dzień, to idealne miejsce na spędzenie kilku godzin. Dużą atrakcją jest przestrzeń Deep Space 8K. To sala projekcyjna, gdzie na gigantycznym ekranie (i podłodze!) wyświetlane są obrazy w niesamowitej rozdzielczości. Przenieśliśmy się w kosmos, odbyliśmy wirtualny spacer po piramidach Majów, a wszystko to w trójwymiarze.

Muzeum Ars Electronica to punkt obowiązkowy wizyty w Linz. Reklamowane jest jako coś super-nowoczesnego, ale… szczerze przyznam, że skoro tak wygląda „przyszłość” według UE, to ja przewiduję dalszą ekspansję z krajów dalekiego wschodu.

Dobra rada: Fasada muzeum po zmroku staje się gigantycznym płótnem dla pokazów świetlnych. Warto zatrzymać się na moście Nibelungów, żeby to zobaczyć.

Lentos Kunstmuseum: Sztuka nad rzeką
Tuż po drugiej stronie Dunaju wznosi się architektoniczna perła – Lentos Kunstmuseum. Budynek o szklanej fasadzie przyciąga wzrok zarówno w dzień, jak i w nocy (gdy rozświetla się na niebiesko, kontrastując z czerwoną barwą Ars Electronica).

Lentos to muzeum sztuki nowoczesnej i współczesnej. Wewnątrz znajdziecie imponującą kolekcję dzieł austriackich mistrzów (Klimt, Schiele, Kokoschka) oraz artystów międzynarodowych (Warhol, Lichtenstein). Przestronne, jasne sale tworzą klimat, a duże okna wychodzące na Dunaj są jak żywe obrazy.

Nowa Katedra (Mariendom): Gotycki Olbrzym
Dla kontrastu, czas na dawkę historii w gotyckim wydaniu. Nowa Katedra, znana również jako Mariendom, to największy kościół w Austrii pod względem powierzchni. Choć jej budowa zakończyła się dopiero w 1924 roku, jej styl nawiązuje do klasycznego gotyku francuskiego.

Wewnątrz panuje podniosła, spokojna atmosfera. Największe wrażenie robią witraże, zwłaszcza ten przedstawiający historię Linzu (z licznymi detalami miejskiej architektury). Wieża katedry ma 135 metrów wysokości, ale celowo nie jest wyższa od wieży Katedry św. Szczepana w Wiedniu (zgodnie z ówczesnymi przepisami).

Hauptplatz (Rynek): Serce Świątecznego Miasta
Serce Linzu to Hauptplatz, jeden z największych placów miejskich w Europie. Plac otoczony jest pięknymi, barokowymi kamienicami o pastelowych fasadach, a pośrodku wznosi się kolosalna Kolumna Trójcy Świętej.

W grudniu Hauptplatz zamienia się w bajkową scenerię. To tutaj odbywa się główny Jarmark Bożonarodzeniowy. Pośrodku stoi ogromna choinka, wokół której rozstawione są stragany z rękodziełem. To idealne miejsce na wieczorny relaks.

Zamek w Linz (Schlossmuseum): Historia na Wzgórzu
Kilka minut spacerem pod górę od Hauptplatz i wkraczamy na teren Zamku. Pierwsze wzmianki o twierdzy w tym miejscu pochodzą z IX wieku, a przez wieki służył on m.in. jako rezydencja cesarska i szpital wojskowy.

Dziś Schlossmuseum to ogromne muzeum prezentujące kulturę, sztukę i historię Górnej Austrii – od archeologii, przez sztukę ludową, po nowoczesne wynalazki. Nawet jeśli nie planujecie wchodzić do środka, warto udać się na zamkowy dziedziniec lub tarasy. To z tego miejsca roztacza się jeden z najpiękniejszych widoków na Dunaj, mosty i nowoczesną część miasta.

Pöstlingbergbahn: Najbardziej Stroma Kolejka
Jeśli chcecie zobaczyć Linz z innej perspektywy, musicie wjechać na Pöstlingberg, „domową górę” mieszkańców. Aby się tam dostać, skorzystajcie z Pöstlingbergbahn, jednej z najbardziej stromych kolei adhezyjnych na świecie.

Nostalgiczne lub nowoczesne wagoniki ruszają prosto z Hauptplatz i w ciągu kilkunastu minut pokonują 250 metrów różnicy poziomów. Jazda jest szybka i malownicza.

Bazylika Pöstlingberg: Widok ze Szczytu
Na szczycie wzgórza wita nas majestatyczna Bazylika Siedmiu Boleści Najświętszej Maryi Panny, barokowy kościół pielgrzymkowy górujący nad miastem. To prawdziwy symbol Linzu, widoczny z każdego punktu na dole.

Wewnątrz bazylika zachwyca barokowym przepychem, ale to tarasy wokół kościoła są największą atrakcją. To właśnie stąd rozpościera się ta słynna, panoramiczna widokówka Linzu i zakola Dunaju.

Dla dzieci (i nie tylko): Na szczycie znajduje się również Grottenbahn, podziemna kolejka zabierająca do krainy krasnali i bajek. W grudniu ma ona szczególny, świąteczny klimat.

Mural Harbor: Galeria w Porcie
Na koniec miejsce, które jest żywym dowodem na artystyczny ferment Linzu. Mural Harbor to galeria street artu w porcie przemysłowym nad Dunajem. To zupełnie inna odsłona miasta – industrialna, surowa, a jednocześnie tętniąca kolorami.

Na ścianach silosów, magazynów i biurowców można zobaczyć ponad 300 wielkoformatowych murali autorstwa artystów z całego świata. Niektóre z nich są gigantyczne, inne ukryte w zaułkach. Miejsce to najlepiej zwiedzać podczas zorganizowanych wycieczek lub rejsu statkiem po porcie. W grudniu, wietrzna aura nad rzeką dodawała temu miejscu jeszcze bardziej surowego, autentycznego charakteru.

Czym robiłem zdjęcia?

Wyszedłem z założenia, że ma być w miarę lekko i uniwersalnie. Odpuściłem dźwiganie teleobiektywu, wychodząc z założenia, że w mieście najważniejszy jest szeroki kąt. Dlatego podstawą był Sony PZ 16-35 mm f/4 G podpięty do A7 IV. Waga lekka, ale oferująca bardzo wysoką jakość. Za każdym razem, gdy mam w ręku a7 IV myślę o tym, jak dobrą robotę zrobili Japończycy. A7 IV to doskonały hybrydowy sprzęt. Doskonały do foto, ze względu na 33 mpx matrycę, a do tego idealny do filmowania. Oczywiście, na rynku jest już następca, ale nie mam ciśnienia do zmiany. Wydaje mi się, że różnica jest na tyle niewielka, że szkoda kasy.

Sony 16-35 mm f/4 w wersji PZ to bardzo lekki szerokokątny zoom. Stworzony pod film, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby robić nim zdjęcia. Duża winieta i beczkowatość jest mocno korygowana w programie do obróbki. Jakościowo jest OK, ale… No właśnie. Ale nie polubiłem tego obiektywu. Nie wiem dlaczego, ale robienie zdjęć czy filmów korzystając z tego szkła nie jest dla mnie tak przyjemne jak powinno być. Może chodzi o ten elektroniczny zoom?

Obok szerokiego zoom-a w torbie wylądował Sony 40 mm f/2.5 G. Trudo o mniejszy obiektyw, tutaj pełnił rolę uniwersalnego szkła „street-owego”. Użyłem go kilka razy, ale jest na tyle lekki, że można go nosić ze sobą cały dzień bez dyskomfortu.

Mały, lekki, uniwersalny. Sony 40 mm f/2.5 G to wierny kompan każdej podróży, gdzie priorytetem jest lekkość torby foto.
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze