Arktyczny urbex: Colesbukta i Ny-London na Spitsbergenie

Rosyjskie i norweskie osady – tak w skrócie wygląda aktualna kolonizacja Spitsbergenu. Jest tu jednak także kilka miejsc, które nie wytrzymały próby czasu i z biegiem lat zmieniły się w mniej lub bardziej malownicze ruiny.

Ny-London – Nowy Londyn na nowej ziemi

Malownicza zatoka, ruiny dźwigu i dwa drewniane domki. Tak wygląda „Nowy Londyn”, który miał być dostawcą wysokiej jakości marmuru, a skończył jako „arktyczny urbex” na końcu świata. Zwiedzanie zaczynamy od kamienistej zatoki. Trzeba dobrze zabezpieczyć ponton na brzegu – za kilka godzin poziom wody się zmieni i można się zdziwić, jak bardzo.

Idziemy grupą w stronę drewnianych zabudowań. Mijamy szczątki jednej z chatek – pozostałości podłogi i metalową kuchnię pokrytą rdzą. To, co metalowe, najdłużej opiera się upływowi czasu. Pozostałe dwa domki trzymają się w zadziwiająco dobrym stanie. Dalej widać ślady po szynach i szczątki maszyny parowej oraz porozrzucane koła zębate. Wszystko pokryte malowniczą rdzą, gdzieniegdzie przeplataną zielonym mchem i małymi kwiatkami, które są symbolem letniego czasu blisko bieguna.

Z okolic szczątków portowego dźwigu rozciąga się wspaniały widok. Widać Ny-Ålesund na drugim brzegu, lodowce i góry pokryte śniegiem. W oddali przepływa żaglowiec, powoli mijając zatokę.

Colesbukta

To jedna z radzieckich osad, które nie przetrwały próby czasu. Budynki są solidne, murowane i całkowicie opanowane przez stada ptaków. Każda wizyta człowieka jest tu niemile widziana – zwierzęta czują się zagrożone i potrafią zaatakować. Uderzenie ostro zakończonego dzioba w czubek głowy to ich sposób na intruza. Trzeba szybko uciekać w głąb lądu, zostawiając ptactwo za sobą.

A w głębi lądu czekają potężne budynki kopalni. Opuszczonej i zniszczonej. W środku masa rozrzuconego złomu i same radzieckie fanty. Kilkadziesiąt metrów dalej – cmentarz. To dziwny widok, biorąc pod uwagę obecne przepisy nakazujące transport zwłok na kontynent. Zwiedzanie opuszczonej mieściny kończymy, obserwując dzikie stado reniferów. Tutaj przydaje się solidna ogniskowa Sony FE 100-400 z podpiętym telekonwerterem. 800 mm i f/11 dają radę. Efekty poniżej:

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze