Dlaczego Leica M jest taka droga?

Pora zmierzyć się z tematem, który budzi wiele emocji na forach internetowych, portalach fotograficznych oraz grupach na Facebooku. Czy „hejterzy” mają rację? Czy Leica to tylko luksusowy gadżet?

Pamiętam czasy, kiedy szukałem informacji na temat systemu Leica M, tuż przed ostateczną decyzją o zakupie swojego pierwszego body z „czerwoną kropką”. Na zagranicznych stronach internetowych było sporo przydatnych informacji, w polskim Internecie – niewiele. Tylko pojedyncze wątki na forach i grupach fotograficznych, ewentualnie tematycznych portalach. I zadziwiająca ilość „hejtu” w kierunku niemieckiej firmy. Dużo osób wprost pisało o nieuzasadnionej, bardzo wysokiej cenie produktów z Wezlar, które jednocześnie oferują gorsze możliwości w porównaniu do japońskich producentów.

Spora część komentujących w Internecie uważa Leikę M za „kosztowną biżuterię”, której jedynym zadaniem jest podkreślenie statusu majątkowego właściciela.

Poniżej postaram się rozprawić z opiniami internetowych „ekspertów”, odpowiadając na pytanie postawione w tytule wpisu, czyli: dlaczego Leica M jest taka droga?

Historia marki

Tak się składa, że „pełną klatkę”, czyli format filmu 36×24 mm, wymyślił Pan Oscar Barnack, a spopularyzował Pan Ernst Leitz II – właściciel fabryki przyrządów optycznych. Miało to miejsce w Niemczech, na początku XX wieku. Mały aparat, który pokazano na wiosennych Targach w Lipsku, w 1925 roku, wywołał sensację i przyczynił się do rozwoju fotografii jak żaden inny wynalazek. Leica (skrót od: LEItz CAmera), bo o tym urządzeniu mowa, zmieniła na zawsze sposób robienia zdjęć. Umożliwiła powstanie i rozwój dziedzin fotografii, o których do tej pory nikt nie myślał. Można było schować aparat do kieszeni i zabrać na wycieczkę. Można zrobić zdjęcie z dołu, z góry, w domu i na ulicy. Początek sprzedaży Leiki, to początek fotografii reportażowej.

Kolejne modele, czyli Leica II i III były tak naprawdę rozwinięciem oryginalnej konstrukcji, a pierwsze „M”, pokazane w 1954 roku również mocno nawiązywało do swoich poprzedników.

Patrząc na historię producentów japońskich, na przestrzeni lat zmieniało się wszystko. W przypadku Leiki nie zmieniało się prawie nic. Oczywiście takie podejście o mały włos nie zakończyło się bankructwem marki, ale w obecnych czasach, to dziedzictwo i wierność tradycji są bardzo cenne. Patrząc na Leikę M3 z 1954 roku i na każdy kolejny model z rodziny „M”, odnajdujemy ten sam wygląd, tą samą precyzję i jakość wykonania, te same rozwiązania techniczne. Tak, jak w świecie motoryzacji istnieje Porsche 911, tak w świecie aparatów fotograficznych jest Leica M. I za tą „legendę” oczywiście trzeba odpowiednio zapłacić.

Unikatowe rozwiązania techniczne

Leica M od początku oferowała manualne ustawianie ostrości za pomocą układu dalmierza zintegrowanego z wizjerem. Tak jest od 1954 roku do dzisiaj. I można stwierdzić, z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością, że marka nadal pozostanie wierna temu rozwiązaniu. Leica M przetrwała ewolucję sprzętu fotograficznego w stronę lustrzanek (analogowych i cyfrowych), a później bezlusterkowców.

Czymś absolutnie niespotykanym w dzisiejszych czasach jest minimalizm technologiczny. O ile np. w sprzęcie SONY mamy wszystkie możliwe wodotryski, sprowadzające wysiłki fotografa do wciśnięcia spustu migawki, o tyle w przypadku Leiki M wykonanie zdjęcia nie jest takie proste.

Nie ma możliwości automatycznego ustawienia przysłony. Nie ma autofocusa. Nie ma stabilizacji matrycy. Nie ma miliona opcji w menu. Jest za to solidny metalowy „klocek”, który wymaga od fotografa znajomości podstawowych zależności i wiedzy, żeby wykonać poprawnie naświetlone zdjęcie.

Dlatego najwygodniej fotografuje się Leiką M w pełnym „manualu”. Pokrętło preselekcji czasu jest w każdym modelu, analogowym czy cyfrowym, w tym samym miejscu. Przysłonę możemy przymknąć jedynie korzystając z pierścienia na obiektywie. Ostrzenie za pomocą układu dalmierza wymaga trochę wprawy, podobnie jak komponowanie kadru korzystając z ramek wyświetlających się w celowniku wizjera.

Nie ma drugiego, porównywalnego sprzętu fotograficznego na świecie.

Do tej pory nie wspomniałem jeszcze o różnych wariantach Leiki M – np. Monochrom, która w wyjątkowy dla siebie sposób rejestruje wyłącznie czarno-białe obrazy. Jest również M-D, pozbawione wyświetlacza na tylnej ściance korpusu. Nie ma innych firm, które zdecydowałyby się wypuścić na rynek tego typu „wynalazki”.

Jakość wykonania

Unikalną dla producenta cechą jest sposób wytwarzania elementów oraz montażu. Każdy aparat i obiektyw systemu Leica M jest składany ręcznie.

Dla japońskich producentów standardem od dawna jest produkcja seryjna, taśmowa. Oczywiście są dopracowane standardy kontroli jakości, ale aparaty i obiektywy wytwarzane są podobnie jak samochody – w dużej części automatycznie, redukując pracę ludzi do minimum.

Fabryka Leiki wygląda inaczej. Każdy pracownik ma swoje stanowisko pracy, najczęściej jest to stół z odpowiednim wyposażeniem, i odpowiada za kolejny etap powstawania finalnego produktu. Nie wyklucza to oczywiście zastosowania nowoczesnych technologii. Jednak finalnie, za ostateczny efekt odpowiedzialni są ludzie. Dlatego kupując sprzęt Leica, oprócz papierowej instrukcji obsługi dostajemy mały „bilecik” z datą i podpisem konkretnego pracownika, który przeprowadził ostateczną kontrolę jakości i „wypuścił” korpus czy obiektyw z fabryki, potwierdzając zachowanie wszystkich standardów jakościowych.


Jak wiadomo, ręczna praca specjalistów sporo kosztuje, zwłaszcza w Niemczech. I ten koszt ma swoje przełożenie w cenie finalnego produktu w sklepie.

Jakość zastosowanych materiałów

Od początku firma stawiała na najwyższą jakość zastosowanych materiałów oraz precyzję wykonania, co oczywiście przekładało się na wysoki koszt produkcji. Od momentu wprowdzenia na rynek Leiki I, czyli od 1925 roku, był to aparat drogi, przeznaczony dla zamożnej klienteli.

Współczesne Leiki M posiadają mosiężną pokrywę dolną i górną (zależnie od wersji może to być aluminium), a szkielet konstrukcji jest wykonany z magnezu. Efekt zastosowania szlachetnych materiałów czuć po wzięciu aparatu do ręki. Ciężar aparatu jest co prawda porównywalny z podobnej wielkości bezlusterkowcami, ale wrażenie jest zupełnie inne.

Efektem ubocznym mosiężnych elementów jest powstawanie charakterystycznych przetarć farby. Początkowo na krawędziach, a później również na powierzchniach płaskich. Wygląda to niesamowicie i dodaje unikatowego charakteru każdemu body.

Tylny ekran w cyfrowych „M” jest pokryty nierysującym materiałem, często szkłem szafirowym. Jedynie przyciski z tyłu obudowy i pojedyncze elementy odlane są z tworzywa sztucznego, ale nie psuje to ogólnego wrażenia solidności.

Optyka

Od zawsze obiektywy Leiki były brane za wzór. Wynikało to z dwóch rzeczy. Po pierwsze: myśl techniczna i zaplecze badawcze w postaci własnego biura rozwojowego, w którym pracowali zdolni konstruktorzy. Od początku tworzyli obiektywy, o których inni producenci mogli tylko pomarzyć. Z drugiej strony system montażu obiektywów, w pełni ręczny, oparty o wiedzę i doświadczenie pracowników. Każda soczewka dobrana do pozostałych, obrobiona wstępnie maszynowo, ale ostatecznie przez konkretnego specjalistę. Człowieka, nie maszynę.

Dlatego powszechna jest opinia, że Leica nie ma słabych obiektywów. Kupując obiektyw bezcelowe jest wybieranie z kilku egzemplarzy, bo wszystkie egzemplarze są takie same. Nie ma rozrzutu jakościowego, co potrafi się zdarzać u innych producentów.

Analizując konstrukcje historyczne okazuje się, że obiektywy mające 50-60 lat, podpięte pod nowoczesnego bezlusterkowca dorównują jakością obrazowania najnowocześniejszym konstrukcjom.

Podsumowując

Historia marki Leica jest kręta i pełna zaskakujących zwrotów akcji. Firma przechodziła przez różne okresy działalności. Od prekursora fotografii, przez czas największych sukcesów, aż po bankructwo. Obecnie wygląda na to, że podążanie swoją unikalną drogą zaczęło przynosić wymierne korzyści.

System „M”, który pozostaje podstawą portfolio Leiki od 1954 roku jest w dzisiejszych czasach marketingowym „strzałem w dziesiątkę”, co ma swoje przełożenie na ceny sprzętu nowego i używanego.

Warto chociaż przez chwilę, na swojej fotograficznej drodze postawić na Leikę M. Chociażby dlatego, żeby poznać smak fotografii z zupełnie innej strony.

Subscribe
Powiadom o
guest
6 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Riccardo
Riccardo
2 lat temu

Wreszcie nowy wpis! Dzięki, nie mogłem się doczekać 🙂

Maciek
Maciek
2 lat temu

No wszystko fajnie, ale ten artykuł w żaden racjonalny sposób nie tłumaczy horrendalnych cen za aparaty i obiektywy Leica 🙂 To są po prostu zabawki klasy premium, dla bardzo bogatych ludzi, którzy chcą mieć biżuterię i aparat w jednym. Nie ma żadnego, ani jednego sensownego wyjaśnienia (np. w zastosowanych technologiach), czemu przykładowo taki dalmierz analogowy Leica kosztuje więcej, niż np. średnioformatowy Fuji GFX 100S 😀

Zdjęć sportowych tym nie zrobisz, zdjęć podwodnych też. Już pomijam reportaż w trudnych warunkach, czy zdjęcia przyrodnicze aka National Geographic. Ot co 😉

Krzysztof
Krzysztof
2 lat temu
Reply to  Maciek

Z aparatami od Leica jest tak, że póki nie spróbujesz to nie zrozumiesz 😉