Parowozownia Skierniewice – Leica M10, Summilux i detale
PSMK – Polskie Stowarzyszenie Miłośników Kolei. Parowozownia Skierniewice. Ważny przystanek na trasie kolei warszawsko-wiedeńskiej. Obecnie mocny punkt na liście zabytków do odwiedzenia, zwłaszcza w słoneczny lipcowy dzień.
Leica M10-P + Summilux 50 mm f/1.4 ASPH
Mój standardowy, wypadowy zestaw foto. Gdybym wylądował na bezludnej wyspie i mógł mieć ze sobą jeden korpus i jeden obiektyw, to byłoby to właśnie takie „combo”. Stosunkowo niewielkie, lekkie, dyskretne i całkowicie wystarczające do kreatywnego ugryzienia każdego tematu.
Tym razem odwiedziłem parowozownie w Skierniewicach, należącą do Polskiego Stowarzyszenia Miłośników Kolei. Pomimo towarzystwa w zwiedzaniu, udało mi się zrobić kilka zdjęć. Szczególnie przypadło mi do gustu światło rozchodzące się w ciekawy sposób po wnętrzu hali wachlarzowej. Do tego dużo ciekawego, zabytkowego „żelastwa”. Ciekawe połączenie.
Parowozownia Skierniewice
Parowozownia w Skierniewicach to miejsce, w którym historia kolei wciąż żyje i pachnie smarem, rdzą i starą cegłą. Powstała w 1845 roku wraz z otwarciem Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej i od samego początku była jednym z najważniejszych punktów na trasie tej pierwszej w Polsce linii kolejowej. Jej sercem stała się ogromna hala wachlarzowa z obrotnicą, dzięki której lokomotywy mogły być ustawiane w odpowiednie tory niczym figury na szachownicy.






Los nie zawsze był dla niej łaskawy – w czasie I wojny światowej część zabudowań została wysadzona. Po wojnie obiekt odbudowano i dostosowano do nowych czasów, a w latach 70. i 80. zaczęły tu pojawiać się także lokomotywy spalinowe i elektryczne. Parowozy jednak powoli znikały ze Skierniewic, a ostatni z nich odszedł na zasłużoną emeryturę w 1989 roku. Dwa lata później parowozownia została oficjalnie zamknięta, a w 1994 roku wpisano ją do rejestru zabytków.
Na szczęście obiekt nie popadł w całkowitą ruinę. W 2002 roku przejęło go Polskie Stowarzyszenie Miłośników Kolei i od tamtej pory parowozownia odzyskuje swoje drugie życie. Dziś znajdziesz tu ponad sto jednostek zabytkowego taboru – od ciężkich parowozów, przez lokomotywy spalinowe, po unikatowe pojazdy elektryczne. Prawdziwą perełką jest zespół trakcyjny Wittfelda z 1913 roku, wyglądający jak wehikuł z dawnych pocztówek. Poza samymi lokomotywami można obejrzeć dawne semafory, urządzenia sterowania ruchem i inne kolejowe ciekawostki, które kiedyś decydowały o bezpieczeństwie podróżnych.







Obiekt nie jest czynny codziennie – można go odwiedzać podczas dni otwartych albo z grupą, po wcześniejszym umówieniu. Przewodnicy z pasją opowiadają o tym, co kryje się za ceglanymi murami i zakurzonymi halami. To świetna propozycja na weekendową wycieczkę, zwłaszcza dla rodzin z dziećmi albo miłośników industrialnych klimatów.