15 lat, 5 modeli i setki kilometrów. Moja historia z marką Lowepro

Produkty Lowepro towarzyszą mi właściwie od pierwszego dnia, kiedy poważnie pomyślałem o robieniu zdjęć. Kiedy za z trudem odłożone oszczędności kupiłem w końcu Nikona D90 z beznadziejnym, kitowym Nikkorem 18-55 mm, szybko dotarło do mnie, że ten mój „cały fotograficzny świat” muszę w czymś bezpiecznie transportować. Przez kolejne kilkanaście lat przez moje ręce przewinęło się kilka flagowych modeli tej marki. Oto jak wyglądała moja ewolucja – od amatora z jednym obiektywem do komercyjnych zleceń.

Lowepro Classified 200 AW – pancerny „cywil” (rok zakupu: ok. 2010)

Pamiętam, że to nie była tania torba. Z pełnym przekonaniem mogę stwierdzić, że jak na tamte czasy była wręcz cholernie droga. Solidna, doskonale wykonana i niesamowicie pojemna. Jednak jej największym plusem był „cywilny” wygląd.

Podczas gdy inne plecaki i torby fotograficzne już z daleka krzyczały: „Hej, w środku jest sprzęt za grube tysiące!”, ja wolałem przemierzać ulice Łodzi niezauważony. Oliwkowy, ciemny kolor modelu Classified i nienarzucający się, casualowy styl były jego największym atutem.

Kiedy ją kupowałem, mój skromny zestaw (D90 + 18-55) zajmował ledwie ułamek przestrzeni na samym dnie. Sprzedawca w sklepie spojrzał na mnie i zapytał: „Po co Panu taka wielka torba?”. Tylko się uśmiechnąłem. Wiedziałem, że fotografia zostanie ze mną na dłużej, a do kita wkrótce dołączy teleobiektyw, szeroki kąt i lampa błyskowa. Kupowałem „na zapas”.

Fot.: materiały producenta

Gdzie jest teraz? Mam ją do dziś. Po 15 latach skórzane wykończenia nie noszą niemal żadnych śladów zużycia, a wszystkie nitki są na swoim miejscu. Dzisiaj służy mi głównie jako stacjonarny organizer na sprzęt, ale jakość jej wykonania to absolutny kosmos.

Rozmyślając o Lowepro Classified przypomina mi się pewna sytuacja. Robiłem kiedyś zdjęcia w środku zimy, w nocy. Termometr pokazywał jakieś -20°C, śnieg skrzypiał pod butami, a ja próbowałem zamknąć plastikowy klips, mając dłonie w grubych rękawicach. Plastik nie wytrzymał i pękł. Następnego dnia napisałem do polskiego dystrybutora z pytaniem o część zamienną. Moje zdziwienie było ogromne, gdy dwa dni później w skrzynce znalazłem kopertę bąbelkową, a w niej… fabrycznie nowy klips. Wysyłka natychmiastowa. Za darmo. Za taki serwis ma się klienta na lata.

Jedyny żal? Że przy zakupie nie dopłaciłem do wersji 250 AW z dedykowaną kieszenią na laptopa.

Lowepro Whistler 350 AW – górski gigant, który złamał mi kręgosłup

Z czasem pasja nabrała rozpędu, a sprzętu drastycznie przybywało. Torba na jedno ramię przestała wystarczać – potrzebowałem pancernego, wygodnego plecaka na dłuższe wyprawy. Trafiłem na okazję: nowy, zafoliowany Whistler 350 AW na jednym z portali ogłoszeniowych za jakieś 70% ceny sklepowej. Brałem bez zastanowienia.

Plecak wizualnie zachwycał. Neutralna szarość przełamana mocnymi, pomarańczowymi akcentami wyglądała świetnie. Do tego gigantyczna, genialnie zaprojektowana przestrzeń na sprzęt, górna komora na szpargały i miejsce na laptopa.

Fot.: materiały producenta

Wada tego potwora ujawniła się podczas wyprawy w słowackie góry. Zapakowałem do niego lustrzankę i trzy ciężkie obiektywy. Nie pamiętam już dokładnej wagi tego zestawu, ale wchodząc na szczyt Chopoka, miałem ochotę zrobić wszystko, tylko nie zdjęcia. Moje ramiona i plecy błagały o litość.

To był punkt zwrotny. Z bólem serca sprzedałem Whistlera, a chwilę później pod młotek poszła ciężka lustrzanka na rzecz lżejszych bezlusterkowców. Mimo to, wspominam go jako kapitalny, bezkompromisowy sprzęt wyprawowy.

Lowepro Fastpack BP 250 AW II – miejski wariant lekki

Po przygodzie z Whistlerem potrzebowałem czegoś radykalnie lżejszego i bardziej kompaktowego, idealnego do „streetu” i szybkiego przemieszczania się po mieście. Wybór padł na niezwykle popularną serię Fastpack.

Konstrukcja była bardzo sprytna. Dół: wydzielona, boczna strefa foto (mieściła korpus z podpiętym teleobiektywem i dwa dodatkowe szkła). Góra: przestrzeń na rzeczy osobiste (kurtka, portfel, przekąski). Plecy: bezpieczna kieszeń na laptopa.

Jakościowo było czuć, że to materiały o półkę niżej niż linia premium (Whistler czy Classified), ale przez kilka lat intensywnej eksploatacji plecak nie złapał ani jednej awarii. Dobry, poprawny wół roboczy. Sprzedałem go po jakimś czasie – pewnie potrzebowałem akurat budżetu na kolejny obiektyw.

Fot.: materiały producenta

Lowepro Nova 200 AW II – wół roboczy i mobilny kontener

Kiedy jadę na komercyjne zlecenie wideo lub foto, moim podstawowym „kontenerem” jest Lowepro Nova 200 AW II. To nie jest zwykła torba. To jest, drodzy Państwo, pomnik. Monument rzemiosła fotograficznego.

Tak jak Volkswagen Golf definiuje klasę kompaktów, a iPhone jest punktem odniesienia dla smartfonów, tak Lowepro Nova definiuje pojęcie torby reporterskiej.

Nie noszę jej na ramieniu przez cały dzień – przy jej gabarytach (jest bardzo szeroka) mój kręgosłup szybko podziękowałby za współpracę. Zazwyczaj podróżuje w bagażniku samochodu jako baza wypadowa. Jej wnętrze zaprojektowano jednak tak genialnie, że mieści niewiarygodną ilość aparatów, obiektywów, ładowarek i kabli. Pracuje na siebie od lat. Na rynku nie ma nic lepszego w tej kategorii. Koniec, kropka.

Fot.: materiały producenta

Lowepro Flipside BP 300 AW III – ergonomiczny znak zapytania

Mój obecny plecak średniej wielkości. Dyskretny, czarny, bez zbędnych ozdobników, zbudowany według sprawdzonej zasady: bezpieczny dostęp do sprzętu wyłącznie od strony pleców.

I o ile jakość materiałów oraz samo wykonanie są bez zarzutu (tutaj wszystko tradycyjnie „gra”), o tyle ergonomicznie nie jestem do niego w stu procentach przekonany. Z jednej strony jest całkiem spory, z drugiej – zbyt ciasny, by bez upychania zmieścić dwa profesjonalne korpusy, teleobiektyw i szeroki kąt. Brakuje mi w nim przestrzeni na „życie” – wrzucenie zwiniętej kurtki czy portfela bywa logistycznym wyzwaniem. Używam go, robi swoją robotę, ale to nie jest miłość od pierwszego wejrzenia.

Fot.: materiały producenta

Podsumowanie, czyli mała łyżka dziegciu

Jeśli dotarliście do tego miejsca – gratuluję. Przeszliście ze mną przez piętnaście lat fotograficznych dylematów i poszukiwań opakowania idealnego.

Moje zaufanie do Lowepro nie wynika z opłaconej współpracy. Ta firma po prostu robi cholernie dobre, dopracowane i świetnie uszyte rzeczy.

Na koniec mam jednak jedną refleksję. Przez ostatnią dekadę rynek akcesoriów foto mocno się zmienił. Pojawiły się marki, które podeszły do tematu plecaków w sposób niezwykle innowacyjny, nowoczesny i designerski (wystarczy spojrzeć na Peak Design czy Shimoda). Mam wrażenie, że Lowepro momentami zostaje w tyle, kurczowo trzymając się swoich sprawdzonych, ale nieco skostniałych projektów.

Bardzo chciałbym zobaczyć w ich wykonaniu jakieś śmiałe, nowoczesne wzornictwo. Potencjał, legendarną trwałość i ergonomię już mają – teraz przydałoby się tylko trochę więcej designerskiej odwagi.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy