BMW Welt i Muzeum BMW – Monachium 2013, czyli powrót do przeszłości z Nikonem D90

Tym razem zapraszam do zajęcia miejsca w kapsule czasu. Przenosimy się kilkanaście lat wstecz i lądujemy w Bawarii. Konkretnie w Monachium. Polska jest wtedy na stabilnej, szybkiej ścieżce rozwoju, PKB bije kolejne rekordy, ale nowe BMW dla przeciętnego zjadacza chleba to wciąż „gwiazdka z nieba”, produkt niemal egzotyczny.

BMW Welt i realia 2013 roku

BMW Welt zwiedzałem z ogromnym podziwem, zastanawiając się, czy kiedykolwiek będzie mnie stać na jakikolwiek samochód tej marki. Modele M czy wyższe serie były w mojej wyobraźni bliżej rakiet kosmicznych niż codzienności – totalnie niedostępne, oparte na technologii rodem z NASA, tak odległej od popularnych wówczas na naszych drogach Polonezów, Fiatów czy Daewoo.

Dziś mglistym wspomnieniem pozostaje fakt, że były to czasy wyjątkowo solidnych samochodów, w których „premium” oznaczało coś więcej niż tylko znaczek na masce. Skóra, drewno i precyzyjny montaż stanowiły wizytówkę BMW. Do tego dochodziły mocne silniki, które dopiero wchodziły na kurs downsizingu i rygorystycznej ekologii. To czasy dużej popularności jednostek wysokoprężnych, które marka dumnie promowała, montując je nawet w niewielkich kabrioletach serii 1.

Oprócz pełnej gamy modeli dostępnych dla zwiedzających, pamiętam ścianę z grubymi katalogami każdej serii. Miały usztywnione okładki i pachniały świeżą farbą. Pamiętam, jak brałem po jednym egzemplarzu z każdego rodzaju i na dwa razy zanosiłem je do samochodu na parkingu podziemnym. Uzbierało się tego sporo – szacuję, że około 20 kg.

Z tarasu na piętrze doskonale byłoidać część obiektu dostępną tylko dla klientów odbierających auta bezpośrednio z fabryki. Kolejne egzemplarze co chwila wjeżdżały na górę, parkowały w wyznaczonych miejscach i czekały, aż pracownik przekaże dokumenty szczęśliwym nabywcom. Patrzyłem na to z pewną zazdrością i świadomością, że RFN to jednak wciąż inna rzeczywistość.

Jak dużo zmieniło się od tamtego czasu. Dziś pod moim domem stoi piękne BMW w M-pakiecie, a slajdy z monachijskiego „Świata BMW” są już tylko odległym wspomnieniem. Na szczęście zachowało się trochę zdjęć.

Muzeum BMW

Obok BMW Welt swoją siedzibę ma muzeum marki. Ekspozycja obejmuje wszystko: od motocykli i wczesnych prototypów, po legendarne modele współczesne. Oczywiście na moich zdjęciach utrwalony jest stan na rok 2013. Ówczesna seria 3, która zajmowała swoje miejsce w historycznym szeregu „trójek”, to E46 z pierwszego wypustu. Z kolei BMW F30 – wtedy najnowsza odsłona modelu – prezentowana była w specjalnym pomieszczeniu obrazującym proces projektowania nadwozia, m.in. poprzez model z gliny przecięty na pół.

Muzeum fascynuje, bo ciekawa jest sama historia bawarskiej marki. Swoje miejsce ma tam mała Isetta oraz kultowe 2002 ti z pionierską turbosprężarką. Są sportowe modele przedwojenne i bolidy F1, wtedy jeszcze całkiem współczesne. Szczególne wrażenie zrobiła na mnie niewielka sala z napisem „M POWER” na ścianie. Czerwone M1 i czarne M3 CSL E46 wyglądały tam, jakby czas się dla nich zatrzymał.

W ciemnej aranżacji zaprezentowano również „auta Bonda” – błękitne Z3 oraz srebrne Z8. Całość uzupełniał przedwojenny roadster 328 oraz Z1 z unikalnym mechanizmem drzwi chowających się w progach.

BMW w obiektywie Nikona D90

Ciekawe jest spojrzenie na te zdjęcia przez pryzmat sprzętu, który wtedy uchodził za profesjonalny, a dziś jest już niemal zabytkiem. Nikon D90 posiadał nowoczesną wówczas matrycę CMOS i pozycjonowany był między aparatami amatorskimi a modelami D300 i D3. Była to również pierwsza lustrzanka z funkcją nagrywania wideo – o parametry lepiej dziś nie pytać.

Wtedy D90 był dla mnie przepustką do świata fotografii. Z dzisiejszej perspektywy widzę jednak wszystkie niedoskonałości obrazu i małą elastyczność surowych plików NEF. Ciemne wnętrza wymuszały wysokie ISO, a okolice wartości 1000 już mocno degradowały detale i generowały wyraźny szum.

Do korpusu miałem niemal „przyspawany” obiektyw szerokokątny, który wtedy uwielbiałem: Sigmę 10-20 mm ze zmiennym światłem f/4.0-5.6. Szkło było ciemne, co zmuszało do pracy na wysokim ISO, zabójczym dla matrycy D90. Było za to celne, bo taka ogniskowa z natury nie oferuje dużego rozmycia. Na przykładzie tej Sigmy doskonale widać postęp w optyce. Mamy tu pełen zestaw wad: przeciętną ostrość, sporą winietę i beczkowatość. Do tego dochodzi brak wprawy w kadrowaniu – 10 mm na matrycy APS-C jest wymagające, a niektóre moje „pstryki” są dziś nie do uratowania. Ekscytacja zwiedzaniem sanktuarium motoryzacji skutecznie przyćmiła wtedy moje umiejętności techniczne.

Drugie szkło, którego użyłem, to Nikkor 85 mm f/1.8 D – starsza wersja napędzana „śrubokrętem” z body. Jakość obrazu była znacznie lepsza niż w Sigmie, ale koszmarne aberracje chromatyczne dawały o sobie znać na każdym chromowanym elemencie klasycznych aut.

Ciekawość zmian po 13 latach

Jestem bardzo ciekawy, jak zmieniły się BMW Welt i Muzeum na przestrzeni tych trzynastu lat. Może uda się odwiedzić Monachium jeszcze w tym roku i sprawdzić to osobiście. Pożyjemy – zobaczymy.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze