Wyprawa na Svalbard latem – przygotowania
Większość ludzi ma podobne preferencje, jeśli chodzi o letni wypoczynek: plaża, słońce, wysoka temperatura i zimne drinki. Dwa tygodnie w Hiszpanii czy we Włoszech zwykle wystarczą, by porządnie „naładować akumulatory”. Dla mnie jednak południe Europy jest zbyt gorące. Dlatego latem 2025 postanowiłem wybrać się w przeciwnym kierunku – na daleką północ, na Archipelag Svalbard, którego najbardziej znaną wyspą jest Spitsbergen.
Dlaczego Svalbard?
Archipelag należący do Norwegii (na którym znajdują się również rosyjskie osady) to jedno z najdalej na północ wysuniętych miejsc na Ziemi. Do bieguna północnego jest stąd zaledwie około 1300 kilometrów. W miesiącach letnich panują tu całkiem znośne warunki – temperatury sięgają nawet +10°C, choć na morzu lub w pobliżu lodowców trzeba być przygotowanym na znacznie niższe wartości. Warto wspomnieć o zjawisku dnia polarnego, który zimą ustępuje miejsca nocy polarnej.
Aha, i nie ma tu drzew. Ani krzewów. Co najwyżej trawy i porosty, które próbują jakoś „dawać radę” w tym surowym klimacie. Za to krajobrazy wynagradzają wszystko – widoki na góry są spektakularne, a według naukowców to właśnie one należą do najstarszych formacji górskich na naszej planecie.
To bez wątpienia jedno z najbardziej surowych i niedostępnych miejsc na Ziemi, gdzie szansa na spotkanie niedźwiedzia polarnego bywa znacznie większa niż na zobaczenie drugiego turysty.

Wypad na koło podbiegunowe latem
W lipcu 2025 roku miałem okazję spędzić 11 dni na Svalbardzie podczas wyjazdu zorganizowanego przez WarsztatyArktyczne.pl oraz NavigareYC.pl. W tym miejscu chciałbym serdecznie polecić (i pozdrowić) Michała – właściciela biura podróży Warsztaty Arktyczne (jeśli można to w ogóle nazwać zwykłym biurem podróży) – oraz całą ekipę Navigare, z którą kolejne mile morskie na pokładzie jachtu Southern Star mijały wyjątkowo przyjemnie.
Jak się przygotować?
Pierwsza sprawa – ze względu na ograniczoną ilość miejsca na jachcie – nie można spakować się w walizkę. Pierwszy niezbędny zakup to torba lub worek, który można nadać do luku bagażowego samolotu, a później łatwo upchnąć w ciasnym wnętrzu kajuty jachtu.
A jest co upychać. Po pierwsze – gumowce, wymagane podczas desantów z jachtu na brzeg pontonem. Kolejna sprawa to oczywiście kurtka puchowa i dużo termicznej bielizny (najlepiej z merynosa). Trzeba być przygotowanym zarówno na „wiosenne” temperatury, jak i na mroźne, morskie podmuchy wiatru – nie wspominając już o spacerach po lodowcu.

Oddzielnym wyzwaniem okazała się selekcja sprzętu fotograficznego. Postawiłem oczywiście na Sony A7 IV, do którego mam niewielki szeroki kąt (16–35 mm f/4 PZ) oraz stosunkowo lekkie 70–200 mm f/2.8 GM II. Do tego potrzebny był jeszcze jakiś standardowy zoom. Postanowiłem więc zostawić w domu 24–70 mm f/2.8 GM i zabrać Fujifilm GFX 100S z przypiętym Fujinonem 35–70 mm.
Taka kombinacja sprawdziła się w praktyce: dwa body z różnymi obiektywami. Co prawda używanie dwóch systemów bywało kłopotliwe, ale ostatecznie przeważyły zalety – znakomita jakość 100-megapikselowej matrycy Fuji oraz szybkość i uniwersalność, z których słynie Sony.
W ostatniej chwili przed wyruszeniem w drogę wrzuciłem do plecaka Leicę M10 z dwoma obiektywami: 28 mm i 50 mm. Plecak zyskał na wadze, ale – „raz się żyje”. Uznałem, że jakoś „przecierpię” logistycznie jeszcze więcej sprzętu fotograficznego, bo oczami wyobraźni już widziałem arktyczne krajobrazy z charakterystycznym Leica look.
Aha, jeszcze plecak. Co ciekawe, Lowepro jakoś mi nie podpasował, za to dużo lepiej sprawdził się Wandrd Prvke 31. Jeszcze kiedyś napiszę o nim więcej – kupiłem go dość impulsywnie, nie będąc do końca przekonanym. Z czasem jednak coraz bardziej doceniam jego wygodę i elastyczność.
Lot do Longyearbyen
Dotarcie na Svalbard okazuje się stosunkowo łatwe. Linie lotnicze Norwegian oferują komfortowe połączenie z jedną przesiadką w Oslo. W ciągu kilkunastu godzin można więc przenieść się ze słonecznego Krakowa do mroźnego Longyearbyen, gdzie znajduje się jedyne lotnisko obsługujące regularne loty pasażerskie.
Ciekawostka: z lotniska do miasteczka nie wolno iść pieszo. Pomimo niewielkiej odległości konieczne jest skorzystanie z autobusu – ze względu na ryzyko spotkania niedźwiedzia polarnego.

Ciekawostki związane z wycieczką na Svalbard
Poniżej kilka nieoczywistych faktów dotyczących wyprawy na Svalbard:
Zakaz poruszania się bez broni palnej
Będąc członkiem zorganizowanej wyprawy, należy poruszać się w grupie. Ze względów bezpieczeństwa przynajmniej jedna osoba musi posiadać broń palną (i potrafić się nią posługiwać). Powodem takich przepisów jest oczywiście duże ryzyko spotkania niedźwiedzia polarnego, których na Svalbardzie jest więcej niż ludzi. W granicach większych osad można poruszać się bez broni, jednak strefa bezpieczna jest wyraźnie oznaczona znakami.
Dzień polarny i trudności z zasypianiem
Ze względu na to, że przez całą dobę jest jasno, warto wcześniej zaopatrzyć się w specjalną maskę na oczy lub zasłonić okna ciemnym materiałem. Dłuższe przebywanie w miejscu, gdzie nie zapada noc, bywa męczące i potrafi poważnie rozregulować pracę organizmu.
Zakupy w sklepie, gdy nie dopłynie statek
W Longyearbyen (największej osadzie na Svalbardzie) znajduje się jeden duży sklep spożywczo-przemysłowy w stylu supermarketu. Jest też kilka mniejszych sklepów z ubraniami, pamiątkami itp. Warto wiedzieć, że całe zaopatrzenie przypływa statkiem z Tromsø. Jeśli czegoś zabraknie na półce, trzeba poczekać, aż kolejny statek z kontynentu przypłynie i uzupełni zapasy.
Rosyjskie osady
Svalbard jest terytorium norweskim, ale nie do końca. Znajdują się tu rosyjskie osady – Pyramiden i Barentsburg – które funkcjonują w pełni w rosyjskim systemie. To sprawia, że wyprawa w te rejony staje się jeszcze bardziej fascynująca. Zderzenie norweskiej i rosyjskiej cywilizacji z arktycznym klimatem w tle to doświadczenie zupełnie wyjątkowe.

Zwierzęta, które nie boją się człowieka
Generalnie nie ma się czego bać – ryzyko spotkania niedźwiedzia w niekontrolowanych warunkach jest niewielkie. Warto jednak pamiętać, że na Svalbardzie relacja człowieka z naturą wygląda nieco inaczej. Wystarczy wspomnieć choćby o mewach, które pilnują swoich gniazd na plażach i potrafią aktywnie dziobać nieproszonych gości w głowę.
W kolejnych wpisach napiszę więcej o atrakcjach Archipelagu Svalbard. Może przyda się to komuś, kto – tak jak ja – zamiast piasków Hiszpanii wybierze surowy klimat Arktyki 🙂
